Odbudujmy razem dom dzieciom!

 

Kilkanaście lat oszczędzali na własny kąt. W jedną noc pięcioosobowej rodzinie z Tylawy ogień zabrał wszystko. Być może z pomocą ludzi uda im się odbudować dom.

Rosalina i Jarosław Barnasiowie, młode małżeństwo z Tylawy, przez 11 lat z wielkimi wyrzeczeniami budowało mały domek. Do zrobienia mieli jeszcze sporo, ale nie mogli się doczekać i wprowadzili się przed świętami. Nie zdążyli się nacieszyć spełnionym marzeniem, bo w ubiegłym tygodniu, na ich oczach, dom doszczętnie spłonął.  Zdążyli tylko uciec. Tak jak stali, w bieliźnie i pantoflach. Z trójką dzieci zostali skazani na ludzką łaskę.

Fundusz pomoże

Pierwsza pomoc przyszła błyskawicznie. Ubrania dla dzieci, pościel, żywność. Na razie mieszkają kątem u siostry Rosaliny, ale już mają obiecane trzypokojowe mieszkanie zastępcze w Barwinku. - Zobaczyłem w kiosku Nowiny. Czytaliśmy tekst z ekspedientką. Byliśmy wstrząśnięci – opowiada ks. Krzysztof Samborski z Dębowca. Nie zastanawiał się długo. Zadzwonił do naszej redakcji, oferując pomoc. Ksiądz Krzysztof jest dyrektorem Funduszu Pomocy Dzieciom i Młodzieży im. Matki Boskiej z La Salette. Wczoraj w sanktuarium w Dębowcu Barnasiowie podpisali umowę z Funduszem. Pomoc jest bezpłatna. - Na początek dostaną 2 tys. zł jednorazowej zapomogi - wyjaśnia ks. Samborski. – Udostępniamy też nasze konto, na które można przekazywać 1 procent podatku albo wpłacać darowizny. Pieniądze zawsze trafiają do tej rodziny, na którą ludzie wpłacają, dlatego trzeba pamiętać o dopisku. W tym przypadku „dla Rodziny Barnaś”. Fundusz działa od 1998 r. Pomógł już setkom dzieci. - To były różne akcje w całej Polsce: stypendia, zapomogi, dożywianie, wypoczynek letni dzieci i młodzieży - dodaje ksiądz Krzysztof.

 

Dawać jest łatwiej

Od pożaru w życiu Barnasiów wszystko toczy się błyskawicznie. Są wzruszeni postawą ludzi, ale wbrew pozorom nie jest im łatwo. - Przeszedł już wielki żal, ale teraz jesteśmy w sytuacji trudnej dla mnie do zaakceptowania - przyznaje Jarosław Barnaś.- Ciężko prosić o pomoc, a jeszcze trudniej ją przyjmować. Ale wiem, że bez niej nie staniemy na nogi. Jego żona Rosalina odebrała wiele telefonów ze słowami otuchy oraz pytaniami, jak im pomóc. - To dało mi siłę. Ludzie są wspaniali, dziękujemy - dodaje wzruszona.

Źródło: nowiny24.pl, autor: Ewa Wawro

 

Zobacz artykuł w tygodniku regionalnym Podkarpacie:

Plakat:

Pobierz formularz wpłaty: